Now we know it's nearly over.

I’ll say I’m fine

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
Część pierwsza rozdziału II

Siedział na drewnianym krześle obitym w sztuczną skórę, barwioną na kolor czarny. Po niedużym pomieszczeniu, zaprojektowanym na jego gabinet, roznosił się dźwięk stukotu paznokci o blat biurka.
Przez próg pokoju przeszła Lethien, ubrana w spódnicę w szkocką kratę i białą koszulę. Położyła dłonie na jego ramionach. Nabrał powietrza do płuc, przymrużając powieki.
Od kilkunastu dni nie potrafił zaznać chwili odpoczynku. Klienci, których reprezentował, częściej prosili o spotkania, porady prawne. Joseph był zmęczony ciągłym maratonem między domem, kancelarią adwokacką, a sądem. Społeczeństwo potrzebowało i wymagało pomocy od ludzi wykształconych, mądrych, specjalizujących się w danym zawodzie. Prawnicy, lekarze, farmaceuci i inni, mniej zauważalni. Ci jednak, ci pomagający, ci wyszkoleni, także potrzebowali pomocy; odpoczynku, spokoju, wytchnienia i prywatnego życia.
Trzaśnięcie drzwiami. Głośne trzaśnięcie drzwiami. Usłyszeli trzaśnięcie drzwiami. Joseph spojrzał na nią. Przybrała zdezorientowany wyraz twarzy. Marszczyła brwi. Nie wiedziała, jak się zachować. Przebywała w jego domu. Był eleganckim mężczyzną, szanowanym prawnikiem, zachowywał się poważnie, jak na swój młody wiek. Nie wiódł beztroskiego życia, jak większa część płci męskiej w wieku dwudziestu kilku lat.
-Nie ruszaj się stąd – nakazał. Kiwnęła głową, a on wyszedł, zostawiając ją samą w swoim gabinecie. Będąc sama w dość przestronnym pomieszczeniu, zaczęła przyglądać się przedmiotom stojącym na biurku, czytać tytuły książek, w większość o tematyce prawniczej. Stanęła przy brzegu biurka, opierając na nim ręce. Mebel był wykonany z mahoniowego drewna, bardzo kosztownego drewna. Skupiła wzrok na jedynej rzeczy, która nie była związana z jego pracą. Czapka z charakterystycznie wygiętym daszkiem amerykańskiej drużyny baseballowej, a obok niej bilet z zeszłotygodniowego meczu. Joseph lubił baseball, podobnie, jak jej brat, jej ojciec, jej dziadek. Podobnie jak większość członków jej licznej amerykańsko-greckiej rodziny.
Na parterze domu wciąż nie było cicho. Najpierw usłyszał dźwięk tłuczonego szkła, pewnie butelki po piwie, brzdęk kluczy opadających na drewnianą szafkę, a następnie ujrzał sylwetkę swojego brata. Nie mógł utrzymać równowagi. W lewej ręce trzymał butelkę z brązowego szkła z piwem. W prawej ręce trzymał butelkę z przezroczystego szkła, lecz pustą i opróżnioną z jej zawartości. Po wybiciu pięciu piw w mieszkaniu swojego przyjaciela nie był bardzo pijany. Pozostawał jednak nieświadomy.


Wygładziła dół czarnej, eleganckiej, choć obcisłej sukienki. Wyciągnęła z torebki czerwoną szminkę. Pomalowała nią dolną i górną wargę. Jej usta, wcześniej o kolorze wyblakłej czerwieni, przybrały krwistoczerwoną barwę. Uśmiechnęła się leciutko do swojego odbicia w lustrze. Ze spuszczoną głową schowała szminkę do torebki.
Siedział przy okrągłym stoliku, przeznaczonym dla dwóch osób. Do ucha miał przyciśnięty telefon. Jednak przerwał rozmowę po minucie, ponieważ tyle czasu Lethien przebywała w restauracyjnej toalecie.
-Pięknie wyglądasz. – Obojętnie kiwnęła głową. –Lubisz czerwone wino? – Ponownie kiwnęła głową, choć mniej beznamiętnie. Wstał, wyciągnął butelkę z czerwonym winem z wiadra z lodem, odkręcił korek, po czym nalał do dwóch kieliszków niewielką ilość. Podał naczynie z białego szkła, o eleganckim zdobieniu swojej towarzyszce.


Leżała owinięta kołdrą ubraną w białą poszewkę, patrząc w sufit. Joseph stał przed lustrem, zapinając guziki koszuli. Położyła się na boku, podpierając ręką o cicho skrzypiący materac. Zaczęła przyglądać się mężczyźnie. Wiązał krawat wokół szyi. Przed lustrem wyglądał pięknie. Był przystojny. Wśród płci męskiej wyróżniał się nienaganną prezencją. Westchnęła, opadając głową na poduszkę.
Podszedł do łóżka, nachylając się nad nią. Złożył krótki pocałunek na jej policzku, po czym opuścił sypialnię. Słyszała tupot jego butów o drewniane schody. Krótką wymianę zdań z jego bratem. Trzaśnięcie drzwiami frontowymi. Odgłos włączonego silnika samochodowego, który był bardziej słyszalny przez uchylony lufcik okna.
Jej głowa zapadała się pod poduszką wypchaną pierzą. Oddychała miarowo, powtarzając ten sam proces, co chwilę; wdech i wydech. Zastanawiała się nad sensem wydarzenia, które śniło się jej dzisiejszej nocy. Przyśnionym mężczyzną nie był Joseph. Ją to martwiło.
-Joseph nie mówił, jak masz na imię, ale prosił mnie, abym wręczył tobie tą kopertę. – Z melancholijnej chwili wyrwał ją męski głos. Podniosła się do pozycji siedzącej. Podszedł do niej brat mężczyzny. Był młodszy. To przypuszczenie uzasadniła faktem, iż Joseph posiadał zmarszczki w kącikach ust i zauważalne podczas marszczenia czoła, ściągania brwi.
-Na imię mam Lethien. Wiem, dziwne imię, lecz moja mama bardzo lubi książki fantasy. Możesz mówić do mnie Ally, tak jak robi to moja siostra i inni. – Uśmiechnął się, przytakując kiwnięciem głowy. Położył kopertę na niskiej szafce stojącej obok łóżka. –Jak ty masz na imię? – spytała, zapinając guziki białej koszuli. Odrzuciła kołdrę na bok. Podeszła do lustra, stając przed nim. Chłopak zmieszał się, pośpiesznie wychodząc z pokoju. Dziewczyna wzruszyła ramionami, wciągając na nogi obcisłe spodnie. Wsunęła na stopy granatowe balerinki, po czym wybiegła na korytarz, zbiegła schodami na parter.
W domu pozostała tylko ona. Była ciekawa powodu zachowania brata Josepha. Zauważyła, że był zdenerwowany. Zdradziło go pocieranie dłoni o materiał spodni. Jaki był powód jego stresu? Wstydził się wczorajszej sytuacji, w której był pijany?
Usiadła na blacie wysepki kuchennej, rozdzierając zaklejoną kopertę. Zaczesała pasmo włosów za ucho, skupiając się na treści listu.


Droga Lynn Castillo,
Dnia wczorajszego, dokładnie rok temu, powiedzieliśmy sobie sakramentalne „tak”, zawierając związek małżeński. Zapewniliśmy siebie nawzajem i innych o swojej miłości.
Nasze matki płakały. Nasi ojcowie klepali się po ramionach. W którymś momencie naszym matkom zabrakło chusteczek higienicznych, które nie nadążały z wchłanianiem hektolitrów łez.
Tamten dzień był szczęśliwy. Dzisiaj mam dla ciebie złe wiadomości.
Jestem prawnikiem, więc nie mogę tobie napisać, że mój prawnik wkrótce wyśle papiery dotyczące naszego rozwodu. Wkrótce sam ci je dostarczę. Postaram się, żeby pierwsza rozprawa rozwodowa odbyła się w najszybszym możliwym terminie.


Z poważaniem,
Joseph Castillo.


Siedziała na dywanie rozłożonym w pokoju dziennym. Przed nią leżał telefon, który zaczął dzwonić. Pospiesznie wcisnęła klawisz z zieloną słuchawką, przyciskając urządzenie do lewego ucha.
Podniosła się, biegnąc do gabinetu Josepha. Zatrzymała się przed biurkiem, nachylając się nad nim.
-Powtórz jeszcze raz. – Kiwnęła głową, potwierdzając poprawne zapisanie otrzymanych informacji. –Dziękuję ci – krzyknęła do słuchawki. Położyła telefon na biurku. Patrzyła na karteczkę z informacją przekazaną przez daną osobę. Pragnęła dowiedzieć się, kim jest Lynn Castillo. Joseph przez nieuwagę i roztrzepanie przekazał Lethien nieodpowiednią kopertę. Dziewczyna była na tyle zdeterminowana, żeby poznać, jak najwięcej szczegółów.

Uderzyła otwartą dłonią w blat biurka. Stanął przy oknie, wsuwając ręce do kieszeni spodni. Nie patrzył na nią, ponieważ był pewny, iż jej wzrok był pełny nienawiści, beznamiętności, gniewu, obojętności. Miał rację. Z nienawiścią, beznamiętnie, gniewnie, obojętnie patrzyła na niego, oczekując wyjaśnienia. On milczał, pocierając palcami brodę.
Rzuciła przed siebie kopertę z wcześniej przeczytanym listem. Spojrzał na nią, podchodząc do biurka. Wyciągnął ręce z kieszeni, unosząc kartkę bliżej swoich oczu.
-Lynn jest moją żoną. Złożyłem w sądzie sprawę o rozwód z jej winy w tym samym dniu, co my się poznaliśmy. – Mówił o kobiecie z słyszalną, wyczuwalną pogardą. Ich małżeństwo było budowane na wadliwym fundamencie; na kłamstwie. Nie ufali sobie. Mijali się, wychodząc z domu. Nie mieli wspólnych zainteresowań, wspólnych przyjaciół, wspólnych tematów do rozmów, wspólnych planów na przyszłość. Mieszkali razem, połączeni więzłem małżeńskich, lecz byli sobie obcy.
-Wciąż ją kocham w jakiejś części, ale dla ciebie jest miejsce w moim życiu, w moim domu, w mojej codzienności – wyznał. Położyła rękę na czole, spuszczając głowę. –Ally, powiedz coś. – Podszedł do niej, kładąc dłonie na jej ramionach. Milczała, a jej dolna warga drżała. –Proszę, powiedz coś. – Potrząsnął nią lekko. Spojrzała na niego. Zmartwione były jego oczy. Zmartwiony był wyraz jego twarzy. –Powiedz coś – powiedział szeptem. Pokręciła głową, cofając się.
Zrobił krok do tyłu. Otworzył szufladę, z której wyciągnął kopertę w kolorze błękitnym. Podał ją Lethien. Niezdarnie rozdarła ją, wyjmując kartkę.


Kochana Lethien,
Ostatni miesiąc był moim najlepszym. Nauczyłaś mnie, że powinniśmy jawnie mówić o swoich pasjach, zainteresowaniach.
Dlatego mam dla ciebie propozycję. Nie miałem szans na zdobycie biletów na jutrzejszy mecz, jednak byłby zaszczycony gdybyś zgodziła się obejrzeć go ze mną w telewizji.


Joseph Castillo.



Część druga rozdziału II (zapowiedź)


-Jak ma na imię twój brat? – spytała, zaparzając herbatę. Podążyła do pokoju dziennego, stawiając na drewnianej ławie dwa kubki z ciepłą cieczą. Joseph był wpatrzony w ekran telewizora. Odbywała się transmisja meczu baseballu, który postanowili wspólnie obejrzeć.
-Mogłabyś powtórzyć pytanie – poprosił, nie odrywając wzroku od ekranu. Złapał pilota, podwyższając głośność. –Zmienić pałkarza – mruknął cicho, rozkładając ręce. –Lethien, pytałaś o coś.
-Jak ma na imię twój brat? – Postawiła na stole miskę z popcornem. Usiadła obok mężczyzny. –Joseph, czy ty mnie w ogóle słuchasz? Jak ma na imię twój brat? – powtórzyła pytanie, wyrywając mu z rąk pilota. Spojrzał na nią gniewnie.
-Słucham cię – zapewnił. –Dlaczego pytasz o mojego brata? Rozumiem jednak twoją ciekawość. Ma na imię Justin. Uważaj na niego. Proszę ciebie o to. Potrafi manipulować dziewczynami.


*


Od autorki: Witam.
Tak, wakacje. Poczułam je, zapominając o tym opowiadaniu.
Coś naskrobałam. Coś krótkiego, ale moim zdaniem spójnego.
Druga część pojawi się za kilka dni, bez opóźnień.
Połowa wakacji za nami, więc życzę Wam miłego sierpnia!


Ps. Dziś jest taki szczęśliwy poniedziałek, więc będę nadrabiać zaległości z opowiadaniami, które czytam.
Spodziewajcie się moich komentarzy. Czasami krótkich. Czasami dłuższych. Ale istotne, że będą!

Ps2. Wiem, że trochę przyspieszyłam akcję, ale taki był pierwotny zamysł. Pierwszy rozdział miał być wprowadzeniem, takim trochę nudnym. Faktycznie takim był. Teraz rozpocznie się prawdziwie opowiadanie.


No i... DZIĘKUJĘ ZA KOMENTARZE :)
Tagi: Cz. 2/1
28.07.2014 o godz. 10:42
Lethien


Zatrzepotała powiekami, wyostrzając kolor obrazu. Leżała na fotelu, obitym w czarną skórę, przykryta kocem. Spojrzała na mężczyznę, wychodzącego z łazienki. Podszedł do niej, nachylając się. Odwróciła twarz w prawą stronę. Nie chciała, aby ją całował. Nie chciała, aby ją dotykał. Nie lubiła dotyku obcych mężczyzn. Zapraszając ich do swojego mieszkania, była zmuszona do przeżycia tego, czego nie lubi. Pozostawała obojętna na ich czułe słowa. Mówili jej, że jest piękna, że jest najlepsza, ale dla niej były to puste słowa – mówili tak pod presją momentu, w którym ona uległa im.
-Zasnęłaś, więc nie budziłem Ciebie – powiedział. Zapiął guziki białej koszuli. Lethien westchnęła. –Choć wiesz, że wolałbym spędzić noc z Tobą, w łóżku – oznajmił. Westchnęła ponownie. Tak mówił każdy. W poniedziałek, w czwartek, w sobotę. W tych dniach poznawała nowych mężczyzn, zapraszała do swojego mieszkania, częstowała czerwonym winem, które było jej ulubionym, a resztę historii można sobie wyobrazić.
-Nie wiem, jak masz na imię – rzekła nieśmiało, drapiąc się po głowie. Chciała wrócić pamięci do chwili, w której zdradza swoje imię, lecz wysokoprocentowe wino uniemożliwiło jej ten czyn. Jason, Ethan, Mike, pomyślała, nie mogąc sobie przypomnieć. Pewnie nastąpiło to pomiędzy krótkimi pocałunkami, kiedy nabierali tchu.
-Joseph – odpowiedział, wkładając ręce w rękawy czarnej marynarki. –Spotkamy się dzisiaj? – spytał. Lethien podniosła się z fotela, narzucając na ramiona koszulę w kratę. –O czternastej nie przychodzi do mnie żaden klient, więc będę miał dla Ciebie wolną godzinę – oznajmił. Podszedł do niej, po czym uniósł jej podbródek.
-Jesteś prawnikiem? – zapytała, marszcząc brwi. Uśmiechnął się, kiwając głową. –No dobrze. Dzisiaj nie muszę pracować w szpitalu, więc zgadzam się – powiedziała, spuszczając głowę. Kucnęła, chwytając za kremową sukienkę, leżącą na drewnianej podłodze, w którą wczoraj była ubrana.
-Jesteś lekarzem? – zadał jej pytanie, marszcząc brwi, tak jak ona kilka chwil wcześniej. Zdziwił się, ponieważ wyglądem, zachowaniem, sposobem wysławiania się nie przypominała lekarza. Pomyślał, że może jest bezrobotna. Pomyślał, że może pracować jako kelnerka w kawiarni za niewysoką pensję. Intuicja zawiodła go.
-Odbywam staż jako psycholog. Studiuję zaocznie na wydziale psychologii – odpowiedziała. Kiwnął niepewnie głową, potwierdzając, iż zrozumiał jej słowa. –Chcesz zjeść ze mną śniadanie? Skromne, bo na śniadania jem płatki z mlekiem – rzekła, wyciągając z szuflady szare dresy. Wciągnęła je na nogi, po czym spojrzała na Josepha. Stał, nie ruszając się. Analizował wcześniejsze słowa Lethien. –Wiem, że nie spodziewałeś się, że taka dziewczyna, jak ja, może chcieć zostać lekarzem – powiedziała. Joseph otrząsnął się, po czym nerwowo spojrzał na nią. Zaczął się jąkać, przerywając w pół słowie.
-Nie zrozum mnie źle - zaczął. Nagle zamilknął. Włożył ręce w kieszenie marynarki, szukając kartki, która mogłaby podpowiedzieć mu, jak brzmi imię dziewczyny. Nie pamiętał. –Nie wiem, jak się nazywasz – przyznał.
-Lethien Allia Spyropoulos – odpowiedziała, wzdychając. Mimo, że żyła, tak się nazywając, już ponad dwadzieścia lat, wciąż miała trudności z wymową swoich imion i nazwiska. Jej mama była maniaczką książek fantasy. Będąc w ciąży, czytała powieść z tego gatunki literackiego. Jedna z nimf miała na imię Lethien. Kobieta postanowiła, że takie imię będzie posiadała jej córka. Tak też uczyniła.
-Nie masz amerykańskiego nazwiska – zauważył. Dziewczyna wzruszyła ramionami, wychodząc z swojej sypialni. Joseph podążył za nią, czekając na odpowiedź.
-Mój tata urodził się w Grecji, a moja mama przyjęła jego nazwisko – odpowiedziała. –Zjesz ze mną? – spytała, wchodząc do kuchni. Otworzyła lodówkę, z której wyciągnęła karton z mlekiem, po czym spojrzała na mężczyznę. –Jeśli nie lubisz płatków, to w lodówce mam jeszcze sałatkę z papryką. Moja siostra wczoraj zrobiła – oznajmiła. Kiwnął głową, nie odpowiadając słowami. Lethien położyła na blacie kuchennym miskę z sałatką. Otworzyła górną szafkę. Wyciągnęła z niej talerz, który postawiła obok miski. Nałożyła wymieszaną czerwoną paprykę, sałatę na naczynia, po czym podała je Josephowi. Uśmiechnął się, dziękując.
-Mieszkasz z siostrą? – zadał jej pytanie, a ona kiwnięciem głowy, odpowiedziała, że tak. Chwilę później mógł zrozumieć, że dziewczyna dzieli mieszkania z siostrą, jej narzeczonym i ich dzieckiem. Maranwe, którą mama także obdarowała imieniem z książki typu fantasy, wybiegła z pokoju. Spojrzała na Lethien, zatrzymując się przed nią.
-Gdzie jest butelka z mlekiem? – zapytała. Jej siostra pokazała palcem na lodówkę, po czym podeszła do mężczyzny. Chwyciła jego dłoń, wychodząc z kuchni. –Ally, pomóż mi – poprosiła Maranwe, stojąc z butelką w ręku. Kiwnęła głową niechętnie.
-Przepraszam Ciebie. Poczekaj. Za chwilę wrócę – po czym podeszła do Jasona, trzymającego na rękach półroczną Madlen. Ułożyła głowę niemowlaka w zgięciu swojego łokcia, powoli kołysząc się. Podjęła próbę uspokojenia siostrzenicy już nie po raz pierwszy. Pomagała siostrze w opiece nad dzieckiem, ponieważ i Maranwe, i Jason nie są – jej zdaniem – odpowiednimi osobami, którzy nadawaliby się na bycie rodzicami.
-Maddy płacze od godziny. Lekarz stwierdził, że to kolka, ale nie powiedział, jakie są sposoby na jej złagodzenie – odparł chłopak, trzymając w prawej dłoni butelkę z mlekiem. Lethien przewróciła oczami.
-Należy masować dziecku podbrzusze lub przyłożyć butelkę letniego mleka do miejsca występowania kolki – oznajmiła. –Powinniście pomyśleć zanim zdecydujecie się na dziecko – mruknęła cicho. Nabrała powietrza do płuc, kiedy Madlen skończyła pokaz swoich możliwości wokalnych. Trwało to jednak kilka sekund, ponieważ później, jej płacz był o parę decybeli głośniejszy. –Dzwoń do lekarza – stwierdziła, zachowując spokój.

Podążyła do salonu, gdzie pediatra zajmował się niemowlakiem. Maddy leżała na kocu, rozłożonym na kanapie.
Lethien westchnęła. Maranwe jest nieodpowiedzialna, pomyślała, podchodząc do okna. Spojrzała na Josepha, wsiadającego do samochodu. Zmarszczyła brwi, zastanawiając się nad powodem, dla którego mogłaby zaakceptować pomysł dzisiejszego spotkania. Powinno być miło, pomyślała, delikatnie uśmiechając się.
-Ally, idę na rozmowę o pracę. Zajmiesz się Maddy? – spytała Maranwe, narzucając na ramiona beżową marynarkę. Stanęła przed lustrem, wyciągając z torebki przezroczysty błyszczyk. Musnęła nim usta, po czym spojrzała na siostrę, unosząc brwi.
-Nie – odpowiedziała krótko. –Gdzie zamierzasz pracować? – zapytała, opierając się o ścianę. –Annie, powiedz mi – poprosiła. Brunetka zapięła zamek torebki, patrząc na Lethien.
-W sklepie spożywczym – wzruszyła ramionami. –Rodzice powiedzieli, że jeżeli nie znajdę pracy to przestaną pomagać mi w opiece nad Maddy – odparła. Spyropoulos zacisnęła powieki, słysząc stukot obcasów nowych butów swojej siostry o drewniane panele podłogowe. Osobiście, wolała trampki niż eleganckie buty na kilkunastocentymetrowym obcasie, od których bolą stopy. –Jason, zostajesz z Maddy – oznajmiła, wchodząc do pokoju. Chłopak leżał na łóżku, mając na udach włączonego laptopa. –Pilnuj jej, bo jeśli coś stanie się naszej córce, będziesz się pakował i szukał nowego mieszkania – zagroziła. –Zmieniając temat, widzę, że poznałaś nowego mężczyznę. Opowiadaj, co robiliście – powiedziała, a Lethien przewróciła oczami. Podążyła do salonu, po czym usiadła na kanapie. Chwyciła małą dłoń siostrzenicy, spokojnie leżącej na kocu.
-Kolka już przeszła. Proszę dwa razy dziennie masować dziecku podbrzusze. To powinno pomóc – stwierdził lekarz, pan Wurst, sąsiad mieszkający na parterze. Maranwe poszła za nim, odprowadzając go. Zamknęła drzwi, przekręcając klucz w zamku, po czym wróciła do salonu.
-Mów – zachęciła, biorąc córkę i układając jej głowę na dłoni. Blondynka nie była chętna do opowiadania tego, co zdarzyło się między nią, a Josephem.
-Wiesz, że lubię swoją pracę, ale także wiesz, że szukam wrażeń. Poszłam wczoraj z Nadine na dyskotekę. Trochę zapomniałam o swoich zasadach – zdradziła, podciągając nogi pod szyję. Maranwe kiwnęła głową, kładąc Madlen w wózku. –A Ty wciąż kochasz Jasona? – spytała, przeczesując palcami włosy. Nie lubiła Jasona – tego nie ukrywała. Był nieodpowiedzialny, a tego faktu nie akceptowała.
-Ze względu na Maddy – szepnęła, uśmiechając się lekko. Lethien powiedziała ciche „aha”, po czym zamilkła. Nie chciała słuchać tej samej wersji: Maddy powinna mieć ojca. Powinna się wychowywać w pełnej rodzinie, a ja jej tego nie chcę zabrać. Do dziewiętnastolatki nie docierał fakt, iż powinna pomyśleć o dobru córki.


Justin


-Justin, nie – powiedziała, przyglądając się czekoladowym tęczówkom chłopaka. Był wieczór. Siedzieli na leśnej ściółce. Justin położył zmielone zioło na skrawku papieru, który skręcił w rulonik. Z zapalniczki buchnął ogień, a chłopak podpalił skręta. W takim wcieleniu był sobą. Prawie codziennie spożywał paloną przez siebie marihuanę, ale tylko przez ten fakt można go nazwać złym człowiekiem, ponieważ innym niósł pomoc w potrzebie. Dwa lata temu obcy ludzie jemu pomogli. Teraz on się odwdzięcza pomocą dla słabszych.
-Kate, nie narzekaj, tylko spróbuj – zachęcił, podkładając jej skręta pod nos. Dziewczyna zaciągnęła się dymem, a w jej oczach pojawiły się iskierki. –Chętna? – krzyknął, próbując stłumić dźwięk silnika samolotu lecącego nad nimi. Uśmiechnęła się, kiwając głową. Poczuła zapach narkotyków. Tylko dym, który zachęcił ją do zapalenia.
Wypuściła z ust dym. Justin przyglądał się jej. Kolejna dziewczyna uległa jego namowom. Kate widziała podwojone obrazy. Czuła, że krajobraz się podwoił i w prezencie otrzymała dwóch Justinów. A Bieber czuł satysfakcję, że żadna mu nie odmówi. Że nad każdą będzie miał władzę. Że każda tylko jego będzie słuchać.
Usłyszał dźwięk łamania się gałęzi. Wiedział, że to policjanci. Schował pozostałe skręty zrobione przez siebie, po czym pociągnął za rękę otumanioną koleżankę. Ukryli się w łanach zboża, znajdującego się kilka metrów od lasu. Justin był nieznany policji, lecz policja znała jego kolegów – w większości dilerów narkotykowych.
-Kate, siedź cicho – przyłożył dziewczynie palec do ust. Otumaniona przez wciąganie dymu marihuany, śmiała się, ogłuszając silnie wiejący wiatr. –Kate, milcz – błagał, potrząsając jej ciałem.
-Richard, zwinęli się zanim przyszliśmy – powiedział policjant, znajdując w leśnej ściółce wypalonego skręta. –Zatrzymaj się, na chwilę – rozkazał, świecąc latarką przed siebie. Dostrzegł śmiejącą się Kate i uciszającego ją Justina, chowających się w łanach zboża. Podszedł bliżej. –Dzień dobry. Dobrze się bawicie? – spytał. Brunet mruknął pod nosem, a dziewczyna pomachała dłonią policjantowi, uśmiechając się.
Richard podszedł do kolegi. Postawił na nogach Kate, trzymając ją za ramiona. Drugi policjant był mniej delikatny. Pociągnął Justina za kołnierz koszuli.
-Proszę panów, ja i koleżanka właśnie obchodzimy urodziny mojej siostry – bronił się kłamstwem. Richard zaśmiał się, kiwając głową. –Prosimy. Niech panowie nas puszczą – prosił.
-Niech panowie posłuchają kolegi. Jest naprawdę inteligentny i wie, co mówi, chociaż nie zdał matury ustnej z języka angielskiego – powiedziała Kate. Justin przewrócił oczami.
-Nie pogrążaj się – wycedził przez zęby, kiedy policjanci prowadzili ich do radiowozu.


__________

Tym oto rozdziałem i nowym opowiadaniem wracam na bloblo. Trochę zabawny. Nie chciałam przesadzać z powagą. To będzie mniej kryminalne opowiadanie, ale będzie z tego gatunku. Poważne momenty, będą przeplatane zabawnymi wypowiedziami bohaterów. Dlatego dzisiaj rozdział jest krótszy, ponieważ niestety, nie potrafię masowo opisywać uczuć bohaterów, kiedy opisuję sytuacje takie bardziej luźniejsze.


I oznajmiam! Teraz tak szybko się mnie nie pozbędziecie!  No nic, pozdrawiam!

ps. Wiem, że na razie powiązania pomiędzy Lethien, a Justinem nie ma, ale wkrótce się ono znajdzie.

ps2. Mogę jeszcze prosić o komentarze? :)
08.06.2014 o godz. 16:42